Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2008

Zawijasy z ciasta francuskiego




Tak, to jest bardzo dobry pomysł zarówno na śniadanie, jak i na przystawkę tudzież przekąskę dla spodziewanych i niespodziewanych gości. Naprawdę, przepis jest bardzo prosty niczym kwadratura koła i lewa narta Małysza : należy posiadać opakowanie gotowego ciasta francuskiego i cokolwiek w lodówce. Najlepiej jeśli część z tego cokolwiek stanowi ser. Można by zaryzykować stwierdzenie, że wszystko z serem smakuje lepiej. Ostatnio widziałam nawet przepis na deser z serem (parmezanem) zapiekanym na gruszkach gotowanych w czerwonym winie z cukrem. Się dzieje.

dla dwóch do trzech osób:

- opakowanie ciasta francuskiego,
- 3 łyżki ostrej musztardy,
- kilka plastrów sera,
- kilka plastrów szynki

  1. Rozgrzać piekarnik do około 180 stopni C - tak jak podano na opakowaniu ciasta.

  2. Rozmrożone ciasto rozłożyć i posmarować cienko musztardą prawie na całej powierzchni, zostawiając jedynie pasek gołego ciasta, który będzie spoiwem na samym wierzchu rulonu.

  3. Na posmarowanym cieście wyłożyć plastry sera i na nie nałożyć plastry szynki. Można posypać pieprzem.

  4. Ciasto zwinąć w rulon i ostrym nożem odkrajać zawijasy o grubości 1 - 1,5 cm. Piec na wyłożonej papierem do pieczenia blasze przez około 25 min. Rozkładając ciastka na blasze należy zostawić dwu centymetrowe odstępy zapobiegające ich sklejeniu się w trakcie pieczenia. Uwaga: do wyłożenia blachy nie należy stosować folii aluminiowej - ja popełniłam ten błąd za was.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Chleb - po prostu, chleb









Na dzisiejszej lekcji omówimy produkcję chleba. Otóż, przyszło nam żyć w takich czasach, że niewiele osób wie, jak łatwo jest przygotować ten powszedni specjał. Ja przyznam, sama zaliczałam się do tego grona osób i żyłam w błogiej nieświadomości, sądząc, że do pieczenia chleba należy poczynić odpowiednie przygotowania i poszukać w księgach magicznych tajemne składniki. Mianowicie powód, dla którego ten obrządek owiany był tajemnicą jest wyjątkowo błahy: lenistwo. Łatwiej jest kupić chleb w pierwszym lepszym spożywczaku, niż samemu dodać dwa do dwóch. A tą śmiałą wyliczankę sponsorują następujące składniki: woda i mąka oraz drożdże i sól. Czyż to nie eksplozja prostoty? I nie chcę nic słyszeć o maszynkach do pieczenia chleba. Co to za wytwór, chyba amerykański. Na poziomie drapaczki do pleców, którą użyje się raz, może dwa, dla najwytrwalszych trzy. Reakcja znajomych jest zawsze pozytywna, bo przecież coś takiego powinno ułatwiać życie, bo można to wykorzystać do codziennych czynności. Rzeczywistość jest jednak inna i sami się tego nie dowiemy póki nie spróbujemy. Szkoda słów, zapraszam do kuchni.

na bochenek pieczony w blasze keksowej o dł. 25cm:
- 500g mąki pszennej + 150g maki żytniej
- zawsze można użyć tylko mąki pszennej,
- 1 op (7g) drożdży instant - jedyne uzasadnione użycie wytworu naszej cywilizacji,
- 400 ml zimnej wody,
- 1,5 łyżeczki soli
- uwierzcie, właśnie tyle, bo inaczej będzie mdły,
- warto dodać jeszcze 2 łyżki oliwy, można dodać otręby pszenne, ziarna słonecznika, nawet podsmażoną cebulę na w/w oliwie... niechaj ciasto na chleb będzie waszym narzędziem do osiągnięcia rozkoszy kulinarnej.
  1. Z podanych składników zagnieść ciasto. Ja nie używam raczej rąk, bo zawsze większość ciasta na nich mi zostaje. Wyrabiam je niedbale, nożem.
    (UWAGA: zmiana taktyki - patrz: komentarz do tego posta zamieszczony przez samego piekarza)

  2. Drugim etapem, bardzo ważnym, jest pozostawienie ciasta do wyrośnięcia, na jakieś 30 min. Można przykryć szmatką, żeby na wierzchu nie utworzyła się sucha skorupa.

  3. Po tych 30 minutach wracam do kuchni, wyrabiam jeszcze raz to ciasto tym samym nożem w tej samej misce i przekładam do wysmarowanej wyłącznie masłem - blaszki. W tym czasie piekarnik już mi się nagrzewa, a ciasto stawiam blisko piekarnika do wyrośnięcia ostatecznego - jakieś 50 - 60 minut. Stawiam nawet na piekarniku.

  4. Po tym czasie, odrywam się od telewizora i wkładam wyrośnięte już ciasto do piekarnika na 45 minut i ani minuty dłużej - jak już to krócej, tak już po 30 minutach można zacząć obserwować, czy nie jest już przypadkiem dobre. Co ważne, wiem z autopsji, nie należy czekać aż skorupka na wierzchu będzie brązowa tak, jak przy plackach - to wielki, bardzo wielki błąd. Wierzch ciasta powinien się co najwyżej zażółcić lekko, nadal pozostając bladym plażowiczem. Taka brązowa skórka jest nie do ukrojenia... Słowo honoru.

piątek, 10 sierpnia 2007

Placuszki serowe

To jest wprost idealne danie na śniadanie. Zadziwia prostotą przygotowania no i tym smakiem sernika, którym można się delektować dosłownie w kilka chwil po przygotowaniu i to z samego rana. Nie zawierają tłuszczu w cieście no i nie smaży się ich na tłuszczu tylko bezpośrednio na patelni teflonowej. Jedynym pogromcą zgrabnej sylwetki są tutaj węglowodany, jednak spożyte nad ranem na pewno zostaną dobrze wykorzystane przez nasz organizm w ciągu dnia. Przepis został zaczerpnięty ze znanego programu telewizyjnego, gdzie pewna pani wprost uwielbia maczać ręce w jedzeniu...

Na 2 osoby:

- 3 żółtka + 3 białka osobno
- 3 łyżki cukru
(ja lubię do tego brązowy cukier)
- 3 łyżki mąki pszennej
- kostka twarogu
(250 g)
- kilka kropel aromatu waniliowego (niekoniecznie)

Idealnie wprost pasują do tego miękkie owoce (truskawki, nektarynki, brzoskwinie, jagody...).
Ja lubię podawać placuszki z nektarynkami. Najlepiej w wersji macerowanej:
Kroję 2 nektarynki na mniejsze części i dodaję 1/2 łyżeczki octu (najlepiej balsamicznego) i 1/2 łyżeczki cukru. Wymieszam i gotowe.

A placuszki serowe robię tak:


Do miski wrzucam żółtka, cukier, mąkę, aromat waniliowy, twaróg - powstaje sucha masa czekająca na trochę wilgoci, którą dostarczamy wlewając lekko ubite białka. Do ubijania białek nie warto wyciągać miksera, kilkanaście ruchów trzepaczką, aby wprowadzić nieco powietrza, wystarcza całkowicie.

- masa serowa jest gotowa

Na rozgrzaną patelnię teflonową nakładam małe placuszki przy pomocy dużej łyżki. Muszą być cienkie i małe bo nie będą długo spoczywały na teflonie - jakieś 2 minuty z każdej strony. Ponieważ placuszki są bardzo miękkie, musiałam 3 razy podchodzić do tego dania, żeby w końcu dopracować jak bez zniszczeń przewrócić je na drugą stronę. Należy to zrobić płaską, szeroką łyżką do naleśników. Zresztą nawet jak nie wyjdzie przewracanie, one nadal pozostają pyszne, bo to nie kształt ale smak jest tu istotny.

Radzę nie przesadzić z aromatem waniliowym, ja tak przedobrzyłam dwa razy i smak był taki jakby chemiczny. Może nawet bezpieczniej jest dodać cukier waniliowy lub pozostać przy
aromacie naturalnym.

To jest dopiero śniadanie popisowe.